Giszowiec to jedno z niewielu miejsc w Polsce, gdzie można zobaczyć jak wyglądało robotnicze miasto-ogród z początku XX wieku. Zabytkowe osiedle w południowo-wschodniej części Katowic to nie muzeum pod gołym niebem, tylko żywa dzielnica, gdzie wciąż mieszkają ludzie, a między przedwojennymi domkami snują się koty i rosną drzewa starsze niż Polska Ludowa. Z ponad 320 budynków przetrwała tylko jedna trzecia – resztę zrównano z ziemią w latach 70., stawiając blokowisko z wielkiej płyty.
Spacer po Giszowcu to trochę jak podróż w czasie, tyle że bez kolejek i biletów wstępu.
- autentyczne robotnicze miasto-ogród
- unikalna architektura z różnorodnymi domami
- piękne tereny zielone i parki
- bogata historia górnictwa
- kulturalne dziedzictwo Śląska
Śląskie miasto-ogród z wizją
Gdy na początku XX wieku koncern Spadkobierców Gieschego postanowił wybudować osiedle dla górników kopalni „Giesche” (dzisiejszego „Wieczorek”), nie chodziło tylko o dachy nad głową. W 1905 roku zlecenie otrzymali dwaj niemieccy architekci – Emil i Georg Zillmannowie z Charlottenburga. Mieli stworzyć coś więcej niż typową kolonię robotniczą – prawdziwe miasto-ogród, wzorowane na koncepcjach angielskiego urbanisty Ebenezera Howarda.
Lasy gminy Janów, będące kiedyś częścią Puszczy Śląskiej, okazały się idealnym miejscem. Prace ruszyły w 1907 roku na parceli o wymiarach 800 na 1200 metrów. Tempo było zawrotne – w szczycie sezonu pracowało tu jednocześnie ponad dwa tysiące robotników. Materiały budowlane dowożono furmankami, ciężarówkami i pociągami towarowymi. Całość ukończono w niecałe trzy lata, co przypominało żywiołowe powstawanie miast na Dzikim Zachodzie.
Nazwa? Od Georga von Gieschego – pioniera górniczo-hutniczego przemysłu na Śląsku. Koncern chciał w ten sposób upamiętnić jego postać.
W 1909 roku, jeszcze przed zakończeniem budowy, Giszowiec liczył już 1349 mieszkańców – głównie górników z kopalni oraz pracowników hut cynku i ołowiu w Szopienicach i Roździeniu.
Architektura która miała sens
Zillmannowie wzorovali się na tradycyjnej śląskiej wsi, ale z głową. Każdy dom projektowano tak, by pomieścić od dwóch do czterech rodzin. Co ważniejsze – zadbano, żeby budynki różniły się między sobą. Inna bryła, inny kształt, inna wielkość, inny komin. Na całym osiedlu nie było dwóch identycznych domów, a sąsiadujące chałupy specjalnie projektowano tak, by nie przypominały jedna drugiej.
Dla urzędników i kopalnianej kadry kierowniczej budowano domy o wyższym standardzie. Całość uzupełniały budynki handlowe i usługowe – wszystko utrzymane w tym samym, śląskim stylu.
Centralnym punktem był dzisiejszy Plac pod Lipami (w różnych okresach zwany Ringiem, Rynkiem, Marktplatz, Placem Czerwonych czy Placem Kościuszki) oraz sąsiadujący z nim Park Giszowiecki. Przy placu stała Karczma Śląska, gdzie górnicy mogli odpocząć po szychcie. Osiedle zbudowano na planie prostokąta z dziewięcioma kwartałami zabudowy – uporządkowanym, ale nie monotonnym.
Symbol dzielnicy? Wieża wodna z 1909 roku, mierząca 33 metry wysokości. Stoi do dziś.
Wielokulturowy tygiel pod lipami
Giszowiec zamieszkiwali zarówno rodowici Ślązacy, jak i ludność napływowa. To wielokulturowe środowisko zyskało sobie miano „wielokulturowego tygla”, gdzie tradycje mieszały się z nowymi wpływami, a wspólne życie w osiedlu budowało silne więzi społeczne. Wprowadzono system dbania o ogrody – zieleń w codziennym życiu mieszkańców miała kluczowe znaczenie, zgodnie z koncepcją miasta-ogrodu.
Przed wybuchem II wojny światowej powstało jeszcze kilka bloczków górniczych przy ulicy Karliczka – znacznie niższej jakości niż „zillmannowskie” domy. W 1939 roku Giszowiec liczył około 6 tysięcy mieszkańców. Sam konflikt na szczęście nie zniszczył zabudowy osiedla.
Dziennikarka Małgorzata Szejnert szczegółowo opisała losy Giszowca w książce „Czarny ogród”. Gdy zaczęła pisać, pytała znajomych w Warszawie: „Co to jest Giszowiec?”. Odpowiadali, że to pewnie jakaś egzotyczna potrawa, a ktoś stwierdził, że rodzaj gąsienicy albo motyla.
Jak wyburzano historię
Przez 15 lat po wojnie niewiele się zmieniało. Pierwszym wartym wspomnienia nowym budynkiem był kościół świętego – pierwszy w dzielnicy. W 1960 roku Giszowiec wraz z Szopienicami stał się dzielnicą Katowic.
Prawdziwy dramat nadszedł w latach 70. W 1964 roku w pobliżu osiedla uruchomiono nową kopalnię „Staszic”. Potrzeba było mieszkań dla górników. W 1969 roku zapadła decyzja o wyburzeniu zabytkowego Giszowca i postawieniu na jego miejscu nowego osiedla Staszica – złożonego z dziesięciopiętrowych wieżowców z wielkiej płyty.
Gdyby nie ta decyzja, Giszowiec byłby dziś dzielnicą nie mniej kultową niż Nikiszowiec, który na szczęście uniknął „płytowania” i teraz jest perłą architektury oraz wielką atrakcją turystyczną. Od wyburzenia udało się uratować zaledwie jedną trzecią starego budownictwa, które obecnie objęte jest opieką konserwatorską.
Aby zmniejszyć napięcia społeczne spowodowane „wymianą” zabudowy, uruchomiono działania propagandowe. Całą dzielnicę przemianowano na „Osiedle Staszica”, a nazwa „Giszowiec” miała odejść w zapomnienie. Zabieg ten dodatkowo miał przypodobać się patriotom oraz odciąć od niemieckiej i kapitalistycznej przeszłości, z czym kojarzyła się nazwa pochodząca od Gieschego.
Co można zobaczyć dzisiaj
Pozostała część historycznego osiedla wciąż zachwyca. Spacerując po ulicach można zobaczyć charakterystyczne domki z początku XX wieku, każdy inny, każdy z własnym charakterem. Wieża wodna góruje nad okolicą. Plac pod Lipami z parkiem tworzy centrum dawnego założenia – miejsce, gdzie widać zamysł architektów.
To nie jest skansen – ludzie tu mieszkają, prowadzą normalne życie. Można spotkać starszych mieszkańców siedzących przed domami, dzieci bawiące się w ogródkach. Między przedwojennymi budynkami a blokami z lat 70. kontrastują tak mocno, że aż boli.
Osiedle najlepiej zwiedzać pieszo, bez pośpiechu. Warto zajrzeć w boczne uliczki, popatrzeć na detale architektoniczne, zobaczyć jak różnią się poszczególne domy. Niektóre odremontowane, inne czekające na lepsze czasy. Zieleń, która była kluczowym elementem koncepcji miasta-ogrodu, wciąż tu obecna – stare drzewa, ogródki przydomowe.
Dla kogo to miejsce i jak je zwiedzić
Giszowiec to pozycja obowiązkowa dla miłośników architektury i historii urbanistyki. Osoby interesujące się dziedzictwem przemysłowym Śląska znajdą tu doskonały przykład robotniczego osiedla patronackiego. To także ciekawy punkt dla tych, którzy chcą zobaczyć coś innego niż standardowe atrakcje turystyczne Katowic.
Rodziny z dziećmi? Spacer będzie przyjemny, choć nie ma tu typowych atrakcji dla najmłodszych. Park oferuje trochę zieleni, ale to raczej wycieczka edukacyjna niż rozrywkowa. Fotografowie znajdą mnóstwo ciekawych kadrów – kontrasty między starą i nową zabudową, detale architektoniczne, klimatyczne zakamarki.
Na zwiedzanie warto przeznaczyć od godziny do dwóch, w zależności od tempa i zainteresowania. Można połączyć wizytę z innymi atrakcjami Katowic – centrum miasta jest niedaleko.
Informacje praktyczne
Dojazd: Giszowiec znajduje się w południowo-wschodniej części Katowic, na zachód od kopalni Wieczorek. Najwygodniej dojechać komunikacją miejską – kilka linii autobusowych i tramwajowych obsługuje tę dzielnicę. Samochodem można podjechać praktycznie pod samo osiedle, choć parking może być wyzwaniem w węższych uliczkach.
Ceny: Spacer po osiedlu jest całkowicie bezpłatny. To publiczna przestrzeń, dostępna o każdej porze.
Godziny: Osiedle można zwiedzać przez cały dzień, choć najlepsze światło do zdjęć jest rano i przed zachodem słońca. Wieczorem może być mniej bezpiecznie w niektórych zakamarkach, jak w każdej dzielnicy mieszkalnej.
Dostępność: Teren osiedla jest w miarę dostępny dla osób z niepełnosprawnościami – są podjazdy i wydzielone miejsca parkingowe. Niektóre uliczki mogą być nierówne, co warto wziąć pod uwagę planując wizytę na wózku.
Warto pamiętać, że to miejsce zamieszkane – należy szanować prywatność mieszkańców i nie zaglądać do ogródków czy okien. Giszowiec to kawałek żywej historii, który przetrwał mimo wszystko. Warto go zobaczyć, zanim czas zrobi swoje.
